sobota, 28 grudnia 2013

Magiczne 60 złotych

Zakładam buty, ubieram kurtkę i wychodzę na miasto! Mam 60 złotych i nie zawaham się ich wydać. Tylko na co? Opcji jest tak wiele! O, może zajdę do tej księgarni niedaleko i kupię jakąś fajną książkę. Poznałbym ciekawych bohaterów, może natknąłbym się na jakiś niemieszczący się w głowie zwrot akcji, czy po prostu doskonale bym się bawił przy prostej, ale uroczej opowiastce. Coś w stylu Doliny Muminków w listopadzie. Taka książka to dla mnie co najmniej miesiąc zabawy. Cholerna prędkość czytania… 
Ale skoro już jestem na mieście, to po co poprzestawać na księgarni? Mogę zajść do mojego ulubionego pubu na jakieś dobre piwko. A nawet i po kogoś zadzwonić, by nie siedzieć sam jak ostatnia pierdoła. Z książką pod pachą i 30 złotymi w kieszeni można kulturalnie się nachmielić i pogadać z jakimś kumplem o pierdołach. I nie dość, że na drugi dzień będę miał coś do poczytania, to moja głowa mi podziękuje! A może za całą sumę trochę zaszaleć? Kupić butelkę czegoś dobrego, spontanicznie odwiedzić przyjaciół i pobawić się całą noc przy karaoke?!? To też niezła myśl. 
A im dalej człowiek idzie w to miasto, tym więcej opcji się pojawia. Nieopodal można zjeść doskonałe papryczki z serem, pójść do kina na jakiś film, a nawet i wyrwać jakieś urodziwe dziewczę na wyborną kawę! Tyle wspaniałych możliwości, mnóstwo zabawy i doświadczeń, które są na wyciągnięcie ręki. Aż nie widzi się sensu w Powrocie do domu. W końcu to tylko godzina drogi piechotą stąd, a i zakończenie tej podróży to nic nadzwyczajnego.

1 komentarz: