Im dłużej się zastanawiam, tym bardziej zaczynam się orientować, że Sony samo nie wie jak wygląda ich przyszła konsola. Pewnie trzymają wszelkie podzespoły na kocu czy jakiejś ceracie, a chłodzą to domowym wentylatorem. Chłopaki weźcie się w garść! Już niedługo czerwiec, wtedy będzie E3! Co? Znowu nie pokażecie swojego nowego "cuda", bo Władek z działu projektowego dostał uczulenia na dobre pomysły? Zróbcie to, w czym jesteście przecież mistrzami. Ukrad... to znaczy, podpatrzcie, co inni już zrobili i zróbcie dokładnie to samo, wmawiając później wszystkim, że to wasze samodzielne dzieło. Widać to chociażby przy Playstation 2.
Był rok 1999, marzec. Wtedy właśnie dowiedzieliśmy się o następcy poczciwego PSX-a, jak to go ludzie błędnie nazywają. Sama konsola wyglądała, jak na tamte czasy, bardzo prosto i interesująco. Zupełnie jakby została zaprojektowana przez jakiegoś japońskiego architekta. Do niczego nie można było się przy niej przyczepić, nie licząc jednego faktu.
Ów oryginalny design można było zobaczyć o wiele wcześniej, bo w 1992 roku. Właśnie wtedy Atari wypuszczało swoje ostatnie komputery o nazwie Falcon. Model 030 wpierw miał postać standardowej klawiatury, jaką mogliśmy oglądać przy innych produktach tej firmy. Jednak nas interesuje obudowa Microbox. Dwa prostopadłościany, jeden leżący na drugim, komputer można było postawić do pionu, bądź położyć go na płask. Brzmi znajomo? Oczywiście! To dokładnie ten sam projekt, który możemy zobaczyć przy PS2! Jest to nawet wymienione w papierach patentowych, że całość wyszła spod rąk Atari, a Sony wprowadziło kilka niezbędnych poprawek.
Zatem nie krępujcie się! Weźcie jakiś mało znany odkurzacz, czy inny toster i wpakujcie do niego podzespoły PS4. Wystarczy tylko wszystko pomalować na czarno, dodać parę diod i przykleić swoją nazwę w najbardziej widocznych miejscach. W końcu nikt nie będzie się interesował, skąd się wziął kształt konsoli i czy było coś podobnego w przeszłości. Co wy na to?
Sony, zajęło mi to 5 minut.
Możecie "pożyczyć"!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz