W przeszłości

Obserwatorzy

środa, 15 grudnia 2010

PostHeaderIcon Gdzie siniak to za mało!


Finish him?  Ale, o co… uooooooooo wyrwał mu serce z klaty i jeszcze bije!

Tak mniej więcej zaczęła się moja przygoda z Mortal Kombat.



Co tu dużo mówić? Mortal Kombat to ciosy pięścią powodujące natychmiastowe wykrwawienie się zwykłych śmiertelników. Mortal Kombat to dowód na to, że człowiek ma 3 klatki piersiowe i 15 kości udowych. Gdyby nie Mortal Kombat nie wiedzielibyśmy, że można krzyczeć bez głowy, że można eksplodować od pocałunku albo, że można wyciągnąć cały szkielet przez usta. Prawdziwa groteska!



Co do naszej bohaterki krwi. Bez niej Mortal Kombat nie istnieje. Musi być jej w nadmiarze, niedorzecznie dużo i w miarę wszędzie. Jak się zdołaliśmy już przekonać, w innym wypadku to nie działa (czyt. Mortal Kombat vs. DC Universe).



Bez Fatality też się nie obędzie. Równie krwawe, co absurdalne, zakończone ociekającym czerwienią napisem „FATALITY”. To dzięki nim, tak naprawdę, seria stała się legendą. I dzięki nim powstała tona naśladowców, a krew na dobre zagościła w mordobiciach. Był jednak tytuł, który dla niektórych był przesadą.

Miał wyjść na PlayStation. Jako jedna z nielicznych gier dostała kategorię wiekową A0. Moment… Miał wyjść?

Kilka dni przed rozwiezieniem gry do sklepów, Electronic Arts stwierdziło, że „nie chce wydawać tak bezsensownie brutalnej gry”. Dziwne. Teraz nie mają problemu z wydawaniem bezsensownych tytułów. Nie, to nie, EA. I tak masa ludzi w to grała dzięki internetowej dystrybucji. I co im się ukazało?



Ciężki klimat szpitala psychiatrycznego i jego nie do końca stabilni emocjonalnie mieszkańcy. Byli nimi zarówno „lekarze” jak i pacjenci. A co tam robili? Napieprzali się na śmierć i życie tylko dlatego, że jakiemuś demonowi się nudziło. Tak, zaliczamy do mieszkańców jeszcze demona.

Ogólnie wyszła z tego bardzo gęsta zupa o smaku krwi i szaleństwa. W odróżnieniu od Mortal Kombat, tutaj walka musiała się kończyć brutalnym wykończeniem, przy którym odkopywanie głowy to budyń waniliowy z sokiem.



Krew była głównym elementem wystroju wnętrz, jak i głównym dodatkiem do ubioru postaci. Było jej mniej niż w Mortal Kombat, jednak ta wywoływała większe obrzydzenie. I jakoś bardziej bolało jak się ją widziało przy ciosach.

A i jeszcze jedno! Gra nosiła nazwę Thrill Kill.



0 komentarze:

Prześlij komentarz