środa, 31 marca 2010

Krew part 1 - Kanciaste początki


Widzicie to?



To jest piksel! Może i powiększony 300 razy, ale to ciągle jest piksel. Kolor czerwony. Dla informatyków, bądź innych grafików - #ff0000. Właśnie on i jego pochodne tworzą jedna z najczęściej widywanych rzeczy w grach – krew.

Kiedyś było nie do pomyślenia żeby zobaczyć ją nawet w małej ilości. Jak już ktoś ginął to ulegał dezintegracji, upadał, albo cholera wie co się z nim działo.

W dzisiejszych czasach, gry potrafią być na tyle hojne, że jeden tytuł zasiliłby cały szpital w świeżą krew, na zawsze! Niektórzy twórcy sądzą nawet, że krew jest w większości czarna, a czerwień występuje okazyjnie.

Odpowiedź na pytanie, jakie chcę zadać, jest naprawdę trudna do znalezienia. Która gra była pierwszą, gdzie mogliśmy zauważyć naszą kontrowersyjną ciecz? Pogrzebałem trochę i zawiodło mnie to do lat 80-tych. Do czasów, gdzie Atari 2600 zabijało rynek naszej ukochanej, wirtualnej rozrywki.



Texas Chainsaw Massacre wyszła w marcu 1983 roku na wyżej wymienioną konsolę.


Wcielamy się w rolę Leatherface’a, głównego złola serii filmów pod tym samym tytułem.  


Cóż robimy w grze?


Otóż to, co nasz bohater potrafi najlepiej – tniemy ludzi piłą łańcuchową.


I musimy się spieszyć, gdyż paliwo z naszego narzędzia mordu szybko ucieka. 



Gra jest głupia, nasza postać haczy się o najmniejsze piksele na planszy, a dźwięki powodują krwotok z uszu. Ale to nie krew, o jaką nam chodzi.



Gry nie chciał nikt sprzedawać ze względu na brutalność. Po potraktowaniu naszych ofiar piłą, wywracały się one na głowę, wylewając z siebie czerwoną kałużę. I uważam tą kałużę za pierwszą krew w historii gier!




Drugi tytuł, który wyszedł niewiele później, nosił tytuł Halloween. Wydali go ci sami ludzie, co w przypadku Texas Chainsaw Massacre, również na Atari 2600.


W grze wcielamy się tym razem w opiekunkę. Ze wszystkich sił próbuje uratować dzieci, gdyż po domu chodzi sam Mike Mayers!


Twórcy tym razem nie hamowali się przed niczym. Nie dość, że krew występuje w grze w dwóch postaciach, to na dodatek jest animowana! A czemu w dwóch postaciach? Otóż, Mike nie tyle, co próbuje zabić naszą bohaterkę, on najbardziej rzuca się na dzieci!



Mord w jego wykonaniu jest wyjątkowo brutalny. Jednym machnięciem noża, obcina ofiarom głowy, co kończy się czerwoną fontanną z szyi.


Wyobraźcie sobie to oburzenie w czasach, kiedy wychodziła ta gra. Nawet teraz zabijanie dzieci jest nieetyczne. Co innego wysadzanie miasta bombą atomową.



Tak właśnie, moim zdaniem, wyglądają początki krwi w grach. W następnej części dowiemy się, jak te sprawy miały się w FPSach. W końcu to w nich najczęściej ekran zalewa się czerwienią.

1 komentarz:

  1. Wyobrazilam sobie to oburzenie ludzi. Halloween ze wzgledu na animacje tryskajacej krwi musiala budzic bardzo silne emocje. Odwazni ludzie!

    OdpowiedzUsuń