sobota, 9 stycznia 2010

Jak się mają sprawy polskie?


Świat. Potocznie zwany Ziemią. Mieszkając na tej planecie, jako gracze, wiemy, iż istnieją trzy strefy grania. Japonia, jUeSy i Europa. Australii nie liczę. Gry tam nie dochodzą, w końcu są zbyt brutalne. No cóż. Miłego zabijania kangurów i aborygenów.

Jednak w moim przekonaniu istnieje jeszcze jedna, niewielka, aczkolwiek bardzo ciekawa strefa – Polska.

Większość gier wychodzi tu później niż w Europie. Możliwość wyboru języka w grze to marzenie – polski to coraz częściej jedyny słuszny język. Nie ma polskiej sieci dla X360. Nintendo nie ma nawet przedstawicielstwa. Co za tym idzie, jeżeli gra ukaże się na rynku europejskim to nie musi się ukazać u nas. Polskie siedliska recenzenckie to śmiech na sali. Każdy z trzeźwym podejściem do tematu znika z rynku w tajemniczych okolicznościach. A żeby tego było mało, o miejscach, gdzie możemy sprzedać własne gry, kupić cudze za śmieszne pieniądze, możemy ino pomarzyć. Sklepy z grami fizycznie u nas nie istnieją! Pozwolę, więc teraz sobie na małą dygresję. FAK JU EMPIK! FAK JU SATURN! I PODOBNE DO TEGO SIEDLISKA KUPY TEŻ FAK JU! O! Od razu lepiej.

Podsumowując. Gracze w Polsce mają ciężko. Skazani na tułaczkę przez okropnych wydawców, nikczemnych dystrybutorów i złowrogich recenzentów. Jedyne światełko w tunelu to bliscy w Wielkiej Brytanii i Allegro. Co do odważniejszych należy jeszcze eBay i internetowe sklepy z Azji. Weź się do kupy Polsko, bo inaczej…

1 komentarz:

  1. Gorzkie słowa, ale to jednak prawda – różne sklepy i allegro: drożej, niż w innych krajach, i mały wybór.
    W Szkocji byliśmy na targu staroci, gdzie znaleźliśmy gry na DS o_O W sklepach z grami na konsole i PC, oprócz nowych, stare gry i konsole za połowę ceny. W Polsce nie do pomyślenia.

    OdpowiedzUsuń