wtorek, 13 października 2009

I kto tu jest prawdziwym bohaterem, hę?


Jesteście w stanie mi powiedzieć, kto jest głównym bohaterem Assassin’s Creed? No dobra, pytanie zbyt podstępne. No to, kim gramy w Mirror’s Edge? Tak, Azjatką! Prawie dobra odpowiedz! A imię, chociaż? Ktokolwiek? No właśnie. Dla każdego jest to gra o bieganiu po dachach. Nikt nie powie, że opowiada o przygodach Faith Connors, która to jest runnerka.

Bohaterowie gier przestają ostatnio mieć jakiekolwiek znaczenie. Służą do przemieszczania nas z punktu A do punktu B, a kim są, kim byli i dlaczego robią to, co robią to obchodzi nas tyle, co zeszłoroczny śnieg. Równie dobrze moglibyśmy kierować poczynaniami pudełka od telewizora, chociaż to już mogłoby być zbyt charakterystyczne i jeszcze zapadłoby komuś w pamięć.

 Bezpłciowość bohaterów przyczynia się do tego, że są oni wypierani z pamięci przez postacie poboczne, a nawet, co gorsza, przez przedmioty! A oto parę przykładów, na które większość z was nie zwróciła uwagi.

BioShock

Winny: Jack, albo Jacek jak ktoś lubi polski w grach.

Przyznaje się bez bicia, że BioShock mi się podobał. Nawet bardzo. Gra z pomysłem, z genialnym klimatem i designem i całkiem niezłą fabułą. Niestety bohaterem tej całej zabawy jest ktoś, kto ma na imię Jack. I tyle. I gdzieś do ¾ historii tylko tyle o nim wiemy. Nawet poznając jego mroczną tajemnicę mało nas to obchodzi.

Kradzież show w tym wypadku nie jest trudna. Wystarczy być wielkim, na głowę założyć wok i śmierdzieć. Jak się okazuje małe dziewczynki na takich lecą.

Mowa oczywiście o Big Daddy. Akwa-nurko-zombie-mordulec. Gdyby nie Vita-Chambers powodowałby skurcz pośladków i ogólny strach przed spojrzeniem na niego, nie mówiąc już o atakowaniu. Ten kawał mięcha w gumowym kombinezonie to chodząca śmierć.

W czym ten gostek jest lepszy od głównego bohatera? We wszystkim. Chociażby w tym, że ma nazwisko – Daddy. Jest większy, porusza się szybciej od Jacka i zawsze ma przy sobie kobietę. A żeby nasz bohater nie myślał sobie, że nie jest aż tak źle to wspomnijmy o tym ze Big Daddy jest na okładce BioShock’a i gra główną rolę w części drugiej!

Sorry Jacek, jesteś dupa.



Chciałbym coś takiego na jesienne spacery.


Dark Sector

Winny: Hayden Tenno

Z gry dobrej przesiadamy się na takiego sobie średniaka. Ni to bawi, ni to nudzi, ni to coś nowego. Jednak nasz bohater posiada imię i nazwisko, ma nababrane w przeszłości a i na dodatek go widać – w końcu to TPP. Co zatem poszło nie tak?

Fabuła chce żeby w pewnym momencie zmutowała nam się ręka. Na początku wcale nie jest nam z tym dobrze. Jednak po chwili ręka rodzi dziecko, a na imię mu Glave. I w tym momencie zapominamy o Haydenie.

Glave to trójramienny bumerango-dysk. Czemu jest lepszy od człowieka z mroczną przeszłością? Dlatego że lata tam gdzie mu każemy, włącza guziki, obcina głowy, ręce, nogi, podpala, razi prądem, mrozi i wybucha! Po co wtedy broń palna? Żeby Hayden nie narobił w majty przez tą chwilę jak nie ma w reku Glave’a!



Jesteś dla mnie tylko pojazdem Hayden!


Call of Duty 4: Modern Warfare

Winny: ci, którymi gramy

Jak zaczęliśmy od dobrego tytułu tak kończymy na złym. CoD 4 to jedna z najbardziej przereklamowanych gier, z jakimi miałem do czynienia. A że nie zajmujemy się recenzją samej gry to przejdźmy do faktów.

Podczas rozgrywki kierujemy bodajże 3 rożnymi bohaterami. Z całej trójki zapamiętałem tylko tyle, że jeden nazywał się sierżant „Mydło”. Do dzisiaj się zastanawiam skąd to przezwisko. Może miał jakiś wypadek pod prysznicem w koszarach?

Oczywiście jest coś, bez czego byliby niczym. Coś, co łączy ich wszystkich. Prawdziwy bohater Call of Duty 4. Red Dot, albo, jak kto woli, celownik laserowy!

Ta mała czerwona kropka stała się tak charakterystycznym elementem gry, że każda gra z takim właśnie celownikiem będzie się kojarzyć z CoD 4. To właśnie ona sprawia, że gra z prostej przeobraża się w prostacka. I ten właśnie mały punkcik kradnie całą sławę trzem wyszkolonym żołnierzom. Cóż mogę powiedzieć. Wstyd!




Tak, to chodzi o to małe gówienko po środku.


Smuta sprawa z tymi bohaterami. Gdzie się podziały czasy gdzie nawet nasi rodzice wiedzieli, kto to Lara Croft? Czy zobaczymy jeszcze kiedykolwiek postać, która dorówna sławie Mario? Czy dość nowi bohaterowie tacy jak Gordon Freeman czy Sam Fisher długo jeszcze zostaną pamiętani? Nie widzę tego zbyt pozytywnie. Teraz większość postaci wygląda jak napakowani przepoceni komandosi lub są tak mało charakterystyczni, że szybko o nich zapominamy. Jedynie Nintendo jeszcze się stara dając nam takie persony jak Travis Touchdown czy Jack Cayman (chociaż bardzo pasuje do wcześniej przedstawionego przeze mnie modelu). Niestety jedyne, co możemy robić to modlić się o pomysłowość twórców gier.

Dla Forked Eye namęczył się znowu ja, czyli Ihsus!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz